Miłość jest przereklamowana

Miłość jest przereklamowana

 


– Tak sobie czasem myślę, czy miłość to w ogóle w życiu jest możliwa. Czy to w ogóle jest takie coś.
 Miłość?
– No miłość… Czy to w ogóle jest możliwe?…
– Noo… w telewizji to często pokazują miłość, jak jacyś tam się kochają albo mówią.
– No. Ja też tak myślę, w życiu to jest niemożliwe.
Fragmęt z filmnu „Miś” – 1980.  https://www.youtube.com/watch?v=P6ox2HUMbz4


Wsiadam do auta słyszę „Jestem by kochać cię” Jade autem słyszę „I came here for love” Wysiadam z auta słyszę, „już nie pamiętam co, ale o miłości”.  Wchodzę do mieszkania i włączam radio… Nareszcie coś innego. Mrozu. Chce żebym go zabrał na szerokie wody i zgasił ranę.

Wniosek nasuwa się sam. Jazda autem może wprawić cię w depresję lub stany melancholijne. W przypadku singli, może powodować, desperackie poszukiwania miłości, skutkiem często nieodpowiedniego lokowania uczuć. Byle gdzie, byle jak, byle teraz.

A trochę poważniej.

Z miłością jest trochę jak z bajką o świętym Mikołaju. Będąc dziećmi, bardzo podekscytowani staraliśmy się przeczekać całą noc, żeby zobaczyć jak obcy brodaty w czerwonym stroju Pan zwany Świętym Mikołajem wpada przez nasz komin z workiem pełnym przeróżnych prezentów. (O ile nie był to „fit Mikołaj”, bo wtedy przynosił mandarynki, w najgorszym przypadku sweter).

Jakie było nasze rozczarowanie, gdy dorastając, dowiedzieliśmy się, że święty Mikołaj nie istnieję. A prezenty pod choinką stały się smutną rutyną, typu: „co kochanie chcesz dostać?”

Ta magia zniknęła.

Zupełnie jak w przypadku historii Marty. Bardzo streszczając. Marta pochłonięta marzeniami o księciu z bajki na co dzień pracowała w Banku. Wieczorami wchłaniała czekoladę, czasem białe wino (od czerwonego zęby farbują), przykryta kocem leżąc na wygodnej kanapie przed swoim ulubionym serialem w swojej mało pociągającej, ale wygodnej piżamie. Do banku któregoś dnia przyszedł Tomek. Na szczęście Tomek był jeszcze ze skraju pokolenia Y, nie Tinder. Będąc w całkowitym amoku wyjąkał z siebie 4 słowa 1. Dasz 2. Mi 3. Swój 4. Numer. No i Marta dała, nie od razu oczywiście. Bo na filmach tak łatwo nie ma – Musze udawać, że jestem trudno dostępna a on musi mnie zdobywać! Inaczej, co sobie o mnie pomyśli… – Przynajmniej takie było założenie.

Po wspólnym miesiącu okazali się dla siebie ideałami bez wad. Marta była wpatrzona w Tomka wzrokiem, który do tej pory, zarezerwowany był dla czekolady o smaku pomarańczowym i Harveya Spectera. Tomek zaś, zwykł patrzeć z takim samym pożądaniem na filmy porno. Mijały dni, miesiące.

Tak samo jak czekolada w dużych ilościach potrafi za słodzić oraz jak filmy porno z tą samą aktorką szybko się nudzą, tak proces romantycznej idealizacji się skoczył, hormony uleciały i dopadła ich proza życia. Po roku zaczęli dostrzegać rzeczy które ich w sobie wzajemnie wkuwają, pierwsze kłótnie w między czasie. Coraz częstsze. Coraz więcej rutyny, mniej saponatów, mniej zdobywania siebie, bo skoro jest miłość to przecież ona wystarczy. Któregoś dnia Tomek przyszedł z pracy pod kurwiony bardziej niż zwykle, a że Marta czuła się coraz mniej kochana i czuła coraz mniejszą uwagę na sobie, dolała oliwy do ognia. To właśnie była o jedna kłótnia za dużo. Tomek zwątpił w Martę, od jakiegoś już czasu myśli o koleżance z pracy – okazuje mu znacznie większe zainteresowanie. Marta czuje, że Tomek już jej nie kocha i że wszystkie inne pary na około są takie szczęśliwe, tylko nie ona. Nie tak sobie wyobrażała własne szczęście – mieliśmy zamieszkać w pałacu (Ew. M2 na 30sto letni kredyt) a codzienność miała być odwzorowaniem musicalu o wdzięcznej nazwie „Mama Mia”.

Można przewidzieć co się stało. Rozstali się. Był jeszcze seks miesiąc po rozstaniu, ale to już nie było to samo.

 


„Udane małżeństwo zależy od dwóch rzeczy: od znalezienia właściwej osoby i od bycia właściwą osobą.”

H. Jackson Brown


 

Żyli długo i szczęśliwie…
On/Ona fajtłapa bez życiowego celu, poznaje Ją/Jego i żyją długo i SZCZĘŚLIWIE.

Wszystko czego pragnę to zakochać się tak prawdziwie. – Słyszę to często.

 Marta poszukiwała desperacko miłości, zupełnie jak był by to wyłączny cel jej życia, pragnęła tego ponad wszystko. Miała w głowie ten idealny obraz była go tak żądna, że swoje uczucia była gotowa lokować nawet w szczotce do kibla. A skoro to prawda, że miłość jest nieuchwytna, to im silniej będziesz starał się ją złapać, tym mniej prawdopodobne będzie, że ci się uda.

Wiele osób myśli, że gdy tylko pozna tą odpowiednią osobę to ich życie stanie się z automatu lepsze, jak za dotknięciem magicznej różdżki –  To rozwiązanie wszystkich moich problemów! Nie łudź się, że twoje życie stanie się lepsze i odkryjesz nagle życiowy cel. Ono może być lepsze przez miesiąc, dwa, rok. Ale później wrócisz do swoich nawyków i chujowego nudnego życia i wciągniesz w to jeszcze swoją połówkę, razem ze swoimi codziennymi nieistotnymi problemami, a frustracja pogłębiana każdego dnia znajdzie ujście na twoim partnerze.

Daje ci do zrozumienia, że jeżeli czujesz pustkę to musisz sobie sam z nią pierw poradzić, nie ulegaj presji otoczenia, bo kluczem do szczęścia nie jest związek a poznanie pierw samego siebie.

 

Mamy niesamowitą zdolność do tworzenia wyobrażeń i idealizowania. Co z kolei może poważnie odrywać nas od rzeczywistości i sprawić wiele rozczarowań. Pragniemy doświadczać wyidealizowanej miłości rodem z filmów, wierszy czy piosenek. Nasiąknęliśmy przekonaniem jaka miłość jest piękna i jak to prawdziwa miłość pokonuje wszystko. Wierzymy, że sama miłość nam wystarczy i sama w sobie jest rozwiązaniem naszych egzystencjalnych problemów. Poznajemy kogoś i rozpoczyna się proces romantycznej idealizacji. Nie dostrzegamy, żadnych wad, nasz partner ma same zalety. Zakochujemy się w obrazie jaki sobie stworzyliśmy a nie w tej osobie z krwi i kości. Przy takim stanie rzeczy miłość jest iluzją i może mieć destrukcyjny wpływ na każdy nasz normalny związek.

Potrafimy tęsknić za czymś czego nigdy nie było…

Kiedy dochodzi proza dnia codziennego i zmęczenie materiału namiętność zaczyna opadać, a my możemy na siłę chcieć przypasować naszego partnera do naszej wyidealizowanej wizji, ew. rozpoczynamy następne tańce godowe z nowym partnerem.

Pamiętaj, że historia Romea i Juli trwała zaledwie 3 czy 4 dni. Gdyby udało im się dotrwać 3-4 lat, nagle mogłoby się okazać, że Romeo nie jest już taki idealny, Julia też puszcza bąki a to co ich wkurwia w sobie wzajemnie nie jest już kwitowane uśmiechem. Przy czy biorąc pod uwagę skrajnie, niepoczytalne, samobójcze skłonności. Końcami końców istniało by duże prawdopodobieństwo, że skoczyło by się tak samo, ew. podobnie. Romeo zacząłby pić, a Julia puszczała by się z trenerem od zumby.

Nie sądzę, żeby uwiązanie na czyjejś szyi i uzależnianie swojego szczęścia od drugiej osoby było dobrym rozwiązaniem. Tak rodzi się chorobliwa zazdrość, manipulacja czy granie na cudzych emocjach. Grunt to wejść w związek z właściwych przyczyn. 

 

Pustkę, którą czujemy po stracie osoby, z którą spędzaliśmy dużo czasu nazywamy miłością. Chęć ponownego ujrzenia niedawno poznanej osoby i tęsknotę za nią nazywamy miłością. Motylki, w brzuchu które sygnalizują podekscytowanie nazywamy miłością, (chodź to samo podekscytowanie w połączeniu ze stresem może spowodować sranie).

Miłość wymaga pracy i wspólnego zaangażowania. Każdy zna banalne porównanie miłości do ogrodu. Jest w nim tyle samo pracy co podziwu. Jeżeli kochamy spędzać w nim czas ta praca nie musi być żmudna. Raz zaniedbany, odpłaci się. To proces, niekończący się proces. 

Nie tak dawno, bardzo dojrzała osoba z 19 letnim stażem małżeńskim w świecie gdzie jest tendencja do narzekanie na swoje żony powiedziała mi: Kocham swoją żonę każdego dnia coraz bardziej. Zakochuje się w niej każdego dnia…

Ludzie myślą, że miłość się zdarza, miłość się nie zdarza. Miłością można obdarzać.


– R, kiedy jest miłość?
– Jak by to powiedział Linda, miłość jest wtedy, gdy do 40sto letniej kobiety wciąż mówisz moja maleńka.

 PodpisSF

  • Nic dodać, nic ująć. Taka prawda, na szczęście nie jestem z tych, co szukają wyidealizowanego księcia z bajki. Bardzo dobry tekst (pomijając drobne literówki). Pozdrawiam

  • Aleksandra

    Jeden z lepszych tekstow jakie ostatnimi czasy czytalam! 🙂

  • Przemek Górecki

    Sama prawda

  • korni

    Też mi
    się podoba. A co do księcia z bajki, to wydaje mi się, że wiele kobiet
    popełnia właśnie ten błąd, że czeka na idealnego kandydata, odrzucając tych,
    którzy może nie są ideałami, ale byliby naprawdę dobrymi partnerami dla nich.
    A w ten sposób tracą niepotrzebnie czas i stają się coraz bardziej kapryśne,
    wymagające, a trzeba pamiętać, że ideałów nie ma. Ja swego czasu ustaliłam
    sobie kilka cech, które mój partner powinien mieć. Jedne te
    „obowiązkowe”, kolejne „mile widziane”, a jeszcze inne
    „dodatkowe”. I potrafiłam, mając taką listę cech, iść na kompromis.
    Inna sprawa, że w dużym stopniu pomagało mi mydwoje, które selekcjonowało mi
    na tym portalu mężczyzn, którzy są najbardziej dopasowani do mnie. I właśnie
    tak jest, jak napisał Jackson Brown, że trzeba znaleźć właściwą osobą, a
    działa to w dwie strony. Ideał można stworzyć w trakcie związku 😉 Jeśli
    pojawia się miłość, to drobne wady przestają być zauważalne…

  • Wszystko prawda niestety…Świetny tekst!

  • Malwina Zielińska

    prawda prawda prawda! bardzo dobry tekst, świetnie się czyta, będę tu wracać!

  • Świetny tekst. Wciągający, że aż żal, że już się skończył…

  • Jaki dobry tekst!!! Dodaję do zakładek i będę podsyłać koleżankom, których celem jest znalezienie sobie faceta. Kiedy mówię, że faceta aktualnie nie chcę bo mam ochotę skupić się na sobie to słyszę od nich, ze jestem pierdolniętą feministką haha 😀