Krótka bajka o szczęściu

Krótka bajka o szczęściu


Mamy XXIw. Ludzie latają na księżyc, a jeszcze inni ludzie mogą oglądać to w swoich smartphonach. W mieszkaniach mamy wielkie, cienkie stukanałowe telewizory a dzięki internetowi mamy nieograniczony dostęp do wiedzy. W sklepach jest większy asortyment niż naszym dziadkom, prababcią i całemu pokoleniu wstecz mógł się przyśnić. W każdej chwili możemy wybrać się w inny zakątek świata. Przykładowo możesz napić się herbaty z Beduinami na pustyni, po czym włóczyć się po górach Nepalu. Na to wszystko mamy nieograniczone możliwości zarobku pieniędzy. Wymagamy coraz więcej, a gdy to dostajemy, z jakiegoś względu nadal nie jesteśmy szczęśliwi.

 

Twój pradziadek prawdopodobnie zdziwiłby się, jak byś mu powiedział, że nie trzeba już trzymać zwierząt wiejskich w chałupie, żeby chociaż trochę było cieplej w ziemie.
Będąc w skansenie Polskiej Wsi i jestem mega szczęśliwy, że żyję w obecnych czasach. Taka wycieczka w wstecz pozwala docenić pewne rzeczy, których nie doceniamy na co dzień. Nie wyobrażam sobie zimy w tamtych czasach – bez ogrzewania na wyciągnięcie ręki, bez sauny, bez podgrzewanych skórzanych foteli w aucie, bez przyjemności obserwowania swojej kobiety łażącej po mieszkaniu w skąpej seksownej bieliźnie oraz bez możliwości wybrania się na narty w góry. Kiedyś to wszystko zastępował bimber i ciężka żmudna praca.

Wracając do tematu…

 

Uwierzyliśmy w świat perfekcji

Uwierzyliśmy w perfekcję, pięknych i idealnych ludzi, piękne życia, piękne zdjęcia – w świecie perfekcji nie ma smutku. Portale społecznościowe, reklamy, telewizja mówią nam jak życie wszystkich dokoła jest zajebiste, tylko nie nasze. Tkwimy w swoistej jaskini Platona – widzimy tylko cienie rzeczywistości. Jesteśmy mistrzami w pokazywaniu innym ludziom, że życie jest wspaniałe mając jednocześnie depresję. Przeżywając chwile, podróżując ważniejsza wydaje się jakość naszego aparatu w smartphonie. Stajemy się produktem ubocznym feedbacku.

Gdyby tak tymi lajkami, serduszkami i gwiazdkami można było jeszcze płacić w sklepie, prawdopodobnie stali byśmy się ekspertami w dziedzinie włażenia w dupę. Relacje stają się płytsze – dużo łatwiej zastąpić taką relację, a świadomość bycia nielubianym jest niczym współczesna forma plag egipskich. Każda pozytywna wirtualna interakcja wytwarza w nas dopaminę. Stajemy się narkomanami – ćpamy lajki. Stajemy się więźniami feedbacku. Jest to wysoce uzależniające, ale jak w przypadku innych substancji uzależniających nie ma etykietki ostrzegawczej. Przesuwamy granicę dobrego taktu, bo przecież pokazanie gołej dupy na insta już nikogo nie dziwi. W świecie pięknych, mądrych, lubianych – ludzie są spragnieni autentyczności ( stąd fame na „ch**ową panią domu”)

Zapominamy, że wszystko na tym świecie wielowymiarowe. Bez smutku nie ma szczęścia. Świat perfekcji jest światem wyidealizowanym, wpędzającym w kompleksy. uświadamiającym, że czegoś nam brakuje. Zaczynasz konsumować więcej oraz coraz częściej zadawać sobie pytanie, czym jest szczęście i dlaczego właściwie nie jestem szczęśliwy/a.

Świat perfekcji wie, czego nam brakuje i na pewno będzie starł się nam to sprzedać.

 

 

Nie pozwól by definiowały cię rzeczy materialne

Świat został zbudowany na złudnych wartościach. Kolejny smartphone i bieganie za pokemonami. Stajemy się niewolnikami produktu. To pokazuje degeneracje naszych wartości. Jak mawiają Indianie, jesteśmy wolni na tyle, na ile pozwala nam sumienie. (Wystarczy włączyć filmik na youtube z otwarcia biedronki czy galerii handlowych).


„Jakoś tak mi się wydaję, że im więcej masz przedmiotów, tym to ty jesteś własnością tych przedmiotów bardziej niż odwrotnie. Najprzyjemniej mi jest jak prawie nic przy sobie nie mam”

                                                                               Krzysztof Gonciarz – podróżnik i bloger.


Mając coraz więcej dóbr materialnych, wciąż gonimy za czymś nieokreślonym. Czegoś nam brakuję emocjonalnie, fizycznie, duchowo – myślimy, że da się to kupić. Firmy nie sprzedają już rzeczy, ale emocję, wartości i uczucia. Coca cola – szczęśliwa rodzina na święta, Pepsi – radość z lata, IKEA – Chwilę… Jednak te rzeczy końcami końców nigdy nie dostarczają nam emocji, wartości czy uczuć, jakie potrzebujemy. Czego jeszcze mi brakuje… Acha, jeszcze żyroskop, jeszcze tylko żyroskop i będę szczęśliwy. Mylimy szczęście z przyjemnościami.

Zaciągamy dożywotnie kredyty, na które nas nie stać, bo przecież szczęście daje własne mieszkanie. To takie oczywiste – szczęśliwa rodzina na każdym bilbordzie developera. Kupmy sobie szczęście, swój własny kąt, który będziemy mogli zapychać zgromadzonymi rupieciami. Zamieszkujemy w przepłaconym mieszkaniu, często nawet wielkości karmnika dla ptaków zbudowanego z najtańszych materiałów, jakie tylko deweloper mógł wcisnąć. Od dziś przez najbliższa 30 lat będziemy tyrać dla banku.

Myślimy, że wreszcie wyluzujemy, ale nasze standardy wzrastają i mimo posiadania dóbr materialnych które wystarczają nam do swobodnego życia, wciąż gonimy za czymś nieokreślonym…


Rzeczy które posiadasz w końcu zaczynają posiadać ciebie”

                                                     „Fight Club” 1999r


BFFKto z nas nie wkurwił się, gdy jego kobieta, którą kocha ponad wszystko niechcący porysowała mu karoserie w aucie. Która z was nie wpadła w szał, gdy jej ukochany niechcący wylał coś na nawą bluzkę, kozaczki czy spodnie. To tylko kawał ocynkowanej blachy i kawałek materiału a potrafimy zachowywać się jak dzikie małpy w stadium zagrożenia życia.

Wkurwiamy się jak nasz pies, chcąc się bawić skacze nam na spodnie zostawiając swoje ślady, ale czym są te ślady w porównaniu do włochatej 5 kilogramowej kulki miłości? Przecież nie ubrudził ci tych spodni specjalnie.

 

 

Marnujemy najlepszy okres naszego życia

Zaharowujemy się na śmierć w najlepszym okresie naszego życia, tylko po to, żeby korzystać pod jego koniec. Uwierzyliśmy Mainstream-owi, że wszyscy poprzez ciężką pracę możemy być milionerami. Pożera nas głód sukcesu – więcej prestiżu, więcej sławy, więcej pieniędzy. Pędzimy w zastraszającym tępię. Jakie skarby uzasadniają poświęcenie najlepszych lat naszego życia? Największym marnotrawstwem nie jest wyrzucanie jedzenia i biadolenie jak to dzieci w Afryce głodują, ale ocknięcie się w średnim wieku i zauważenie, że życie przepłynęło obok ciebie.

Wypalamy się już za młodu, nasz ciało starzeje się w szalonym tępię a nasz umysł traci błyskotliwość i pasje do życia. Zamiera nasza naturalna ciekawość, entuzjazm i niezbędna energia. Wpadamy w krwiożercze sidła rutyny a zegar wystukuje nam rytm.

Ciężka praca przestała być wartością, a nasz czas jest ograniczony. Wierze w ciężką pracę zwłaszcza ukierunkowaną, ale uważam, że w życiu trzeba umieć zachować proporcje.


 

Dla jednych szczęście to tabliczka czekolady, dla drugich dobre jedzenie w restauracji dla jeszcze innych nowsze auto, większe mieszkanie czy jakiekolwiek mieszkanie. Myślimy, że tymczasowe przyjemności zrekompensują nam brak „ tego czegoś”. Oczywiście potrzebujemy tego mieszkania, ale nie łudźmy się, że samo w sobie da nam szczęście. Są tacy co upatrują szczęście w akceptacji przez rówieśników, drugiej połówce, ilości adoratorów czy ilości lajków pod swoim zdjęciem zrobionym tuż nad deską klozetową z dziubkiem niczym szpak podczas okresu lęgowego (nie mam nic do tych dziubków). Nie bez powodu mówią, że obecne pokolenie to pokolenie narcyzów – ślepo zapatrzonych w siebie, uwierzywszy, że są wyjątkowi w starciu z prawdziwym życiem nie zostaje po nich sucha nitka. Problem w tym, że poczucie własnej wartości opierają na tym co myślą o nich inni. A opierając się na opinii innych czy można w ogóle mówić o poczuciu własnej wartości?

Gość w Indiach harujący od rana do wieczora z grabkami w swoim ogródku wydaje się, że jest bardziej szczęśliwy od nas razem wziętych. Co on ma czego my nie mamy?

– Grabki… Tak kluczem do szczęścia są grabki!

Może, przede wszystkim warto, zdać sobie sprawę, że to normalne czuć się chuj*wo! Więc za nim zaczniemy się zastanawiać czy przypadkiem coś jest z nami nie tak. Sięgniemy po kolejną tabliczkę czekolady czy porcje lodów i zaczniemy wypełniać nasze życie tymczasowymi przyjemnościami które złudnie rekompensują nam smutek. Powinniśmy pogodzić się, że to normalne od czasu do czasu czuć się przygnębionym, smutnym i niemającym na nic ochoty. Życia to sinusoida, żeby się rozwijać musisz zaliczyć wszystkie etapy od upadku do wzlotów. Permanentne szczęście istnieje tylko na portalach społecznych, filmach i reklamach. Nie ważne czy jesteś milionerem, piękną modelką, gwiazdą rocka czy Mike’em TysonemZawsze będziemy mieli swoje gorsze dni.

Prawdopodobnie nawet Budda budząc się gorszego dnia zastanawia się, po co mi to wszystko, czy ma to jakiś sens? A może by tak wszystko rzucić i wyjechać w Bieszczady?

61591210750aa51bc59dfca98a1b707eIstnieją trzy filary szczęścia o których usłyszysz od ludzi jeszcze nie zmanierowanych przez reklamy oraz kulturę konsumpcjonizmu: Wdzięczność, pozytywne myślenia i koncentracja na tym co masz i możesz. Osobiście uważam, że ze szczęściem jest jak z pewnością siebie jest to naturalny skutek uboczny twojego życia, czyli wszystkich małych i większych doświadczeń życiowych. I absolutnie nie zastanawiasz się nad tym czy jesteś śczęsliwy, po prostu jesteś. Jeżeli dążymy do czegoś, warto delektować się również procesem zamiast ślepo być nastawionym na wynik. A dlaczego wdzięczność? Bo to co dla nas jest podłogą dla innych może być sufitem.

PodpisSF

  • Karolina Jarosz Bąbel

    To prawda, jeśli ktoś wierzy, że znajdzie prawdziwe życie na facebooku czy instagramie to się myli. Nikt nie udostępnia zdjęć nieudanej potrawy, nie robi sobie selfie z tłustymi włosami i przyszczem czy nie dodaje zdjęć nudnego wieczoru przed TV. Dlatego tak ważne aby żyć też realnym życiem a nie tylko wirtualnym.

  • Malwina Z

    ciekawy wpis skłaniający do refleksji. Szczególnie młode osoby powinny go przeczytać

  • Jeden z lepszych tekstów, jakie miałam ostatnio szczęście czytać. Sama też coraz częściej się zastanawiam nad tym co daj nam szczęście, co sprawia, że czujemy się szczęśliwi i doszłam do wniosku, że w moim przypadku to są doświadczenia. Nie stan mojego posiadania, a właśnie to co przeżyłam.

    • Dziękuję, więc życzę doświadczania 😉

  • Świetny tekst, otwierający oczy. Dosadny, prawdziwy swego rodzaju brutalny. Dla niektórych zderzenie z rzeczywistością może być zbyt bolesne, kiedy układają życie na wyidealizowanym obrazie perfekcjonizmu i nieskazitelności.

  • Fajnie piszesz, choć fajniej byłoby bez wulgaryzmów😇. Zostaję i czekam na kolejne wpisy!

    • Hej Aleksandra, Dziękuję, staram się 😉

  • Bardzo madrze i trafnie napisane. Alleluja. Pozdrawiam serdecznie Beata