Wszyscy jesteśmy teoretykami

Wszyscy jesteśmy teoretykami


Uwielbiam, jak 20 latki piszą o związkach, jak prostytutki opowiadają o szacunku do siebie i jak krasnale ogrodowe wypowiadają się na temat homologacji żółwi wyścigowych.

 

Alice Miller była kobietą, która całe życie poświęciła na walkę z rodzicielską przemocą. Nawoływała, że brutalność, stosowanie kar, kłamstwa i zastraszanie wobec dziecka świadczy o rodzicielskiej bezsilności. Była również autorką książek o psychologii dziecięcej z których za najważniejszą uchodzi „Dramat udanego dziecka”. W 1953 uzyskała doktorat z filozofii, psychologii i socjologii. Okrzyknięto ją jedną z najbardziej rozpoznawalnych w świecie obrończyń dziecięcych krzywd.

Alice miała jednego syna, Martina Millera. Nikt się nie spodziewał, że wkrótce po śmierci matki Martin ujawni jak okropną była matką opisując to w książce pt. „Prawdziwy dramat udanego dziecka”. Mimo, że wszystko wiedziała w teorii to popełniła wszystkie możliwe błędy i nadużycia, jakie może popełnić matka. Może dlatego rozumiała tak dobrze los krzywdzonego dziecka. Nie oceniam jej, bo swoimi książkami tłumaczonymi na kilka języków, na pewno przyczyniła się do polepszenia warunków wychowania nie jednego dziecka, tylko dlaczego nie umiała wykorzystać swojej wiedzy w praktyce?

W obecnych czasach każdy może być ekspertem. Nie trzeba pisać doktoratów, czytać książek, doświadczać, analizować – wystarczy google. Internet jest przesycony stronami które tłumaczą nam jak mamy żyć. Zawsze mamy gotową receptę dla znajomych, podczas gdy sami tkwimy z tym samym problemem i prawdę mówiąc nie mamy bladego pojęcia o czym gadamy.

 

Porady związkowe od notorycznej singielki.

Pamiętam, jak siedziałem ze swoją dziewczyną w pubie razem z jej dwiema siostrami. Jedna z sióstr powiedziała mi: – R, schudłeś ostatnio na buzi. Dużo lepiej ci tak – Na co druga odpowiedziała – Chłopaka nie można tak chwalić. Pomyślałem… Niby dlaczego? W sumie to by wyjaśniało, dlaczego ty nie masz swojego.

Zastanawiam się czy dużo osób czuje się aż tak zaniżona, że musi „grać” w związkach. Nie powiem mu, że ładnie dziś wygląda. uwierzy w to i ucieknie do innej – spotkałem się niejednokrotnie z takim podejściem. Nie zdziw się później, jeżeli jakaś przypadkowa kobieta zacznie zwracać uwagę na twojego faceta, on rzuci się na nią niczym wygłodzony wilk na owce. No cóż lubimy czuć się dobrze i lubimy jak nasze kobiety są z nas dumne. Pod tym względem nie różnimy się od siebie bardzo. Dlatego kiedy czytam porady o związkach od notorycznej singielki, czuje się troszkę jak bym czytał poradnik od wróżki, która pisze w nim jak wygrać w totka.

 

Wszystkie kłótnie w związkach są proste do rozwiązania.

Teoretycznie. Bo w praktyce w starciu emocje vs. logika – logika pozostaje bez szans. Kiedy widzimy kłócące się inne pary z punktu logicznego nie ma to dla nas sensu i rozwiązanie jest proste, nie warto kłócić się o taką pierdołę. Ale kiedy nas to spotyka i dochodzą do tego emocję, robimy dokładnie to samo.

Jak już pisałem, większość konfliktów w związkach nie dotyczy kwestii ważnych i trudnych do rozwiązania o ile kontrolujemy emocje. Od czasu do czasu kłótnie nie muszą być czymś złym, bo one przywracają harmonie w związku, ale o tyle o ile potrafimy się godzić.

 

Prawdziwym być…

Od zawsze była moda na pisanie jaki powinien być „prawdziwy” facet czy „prawdziwa” kobieta. Co jest najśmieszniejsze w większości tych tekstów to kobiety pisały o facecie a faceci o kobiecie. Zastanawia mnie jak można pisać o kimś nie będąc w jego butach? Kobiety nie mają pojęcia jak to jest być kierowaną przez testosteron, a faceci nie mają bladego pojęcia o hormonach i estrogenie.

Czasem słyszałem – gdybym była facetem była bym taka i taka… Zupełnie jak Beyonce w swojej piosence If I Were A Boy. W tym przypadku odpowiedział bym to co R.Kelly remiksując tą piosenkę – Ale nie jesteś facetem, więc nie masz bladego pojęcia jak to jest (…)

Te wszystkie śmieszne cechy ograniczające mężczyzn i kobiety do prostych upodobań jednostki (czyli autora tekstu) sprawiają, że zaczynam się zastanawiać, czy aby na pewno jestem prawdziwy…

Jakie czasy tacy faceci i kobiety, nigdy nie mam zwyczaju osądzać kto jest prawdziwy a kto nie, jeżeli czegoś wymagam to w wpierw od siebie i wam też tego życzę.

 

Podsumowując pewnym żartem. Każdy zna jakiegoś Pana Mietka, stojącego pod sklepem. Mimo braku matury, mieszkania i zębów za 5zł potrafi naprawić prom kosmiczny. Jesteśmy przesyceni wiedzą, ale nie mając przełożenia na praktykę jest to wciąż tylko teoria, która nie uwzględnia emocji oraz konsekwencji i nie zawsze wytrzyma starcie z prawdziwym życiem. 

PodpisSF

  • Fajnie napisane, wszyscy jestesmy teoretykami, ktorzy mniej lub bardziej wkurzajaca sie wypowiadaja. Choc czasami, sila rzeczy i nawykiem powtarzania pewnych frazesow aplikujemy je sobie u siebie w zyciu. I moze w sumie o to wlasnie chodzi. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Malwina Z

    fajny wpis, dużo racji:)

  • To chyba taka nasza wewnętrzna egoistyczna natura. Kochamy być mędrcami i ekspertami we wszystkim ale najgorzej idzie z radzeniem sobie samemu takie ” najciemniej pod latarnią „

  • „Nikt się nie spodziewał, że wkrótce po śmierci matki Martin ujawni jak okropną była matką”

    Przypomniał mi się tekst o drogowskazie, który nie zawsze sam postępuje godnie z tym, co wszystkim głosi.

  • A to nie jest też trochę tak, że widząc swoje błędy staramy się odradzać innym właśnie taką drogę?