So much facebook to do

So much facebook to do

W latach 90’, kiedy komórki przeżywały swój bum motywem przewodnim ich reklam było to, że możesz być w paru miejscach jednocześnie. Dziś mam wrażenie, że jest to naszym przekleństwem i po paru latach rewolucji z pewnością odbiło to się na naszym spokoju ducha, bo ciężko jest korzystać z pełni chwili, gdy w kieszenie masz miliony rzeczy które cię rozpraszają.

Mam taką jedną sztuczkę, kiedy wyjeżdżam na wakacje – wyłączam telefon. To dość ciekawe jak zmienia się perspektywa człowieka niemającego telefonu przy sobie, a jednocześnie tak bardzo od niego na co dzień uzależnionego i nie tylko od podstawowych funkcji, ale też od kanałów informacyjnych i zerkania na wykresiki co 3 minuty. Jeszcze niedawno jak sięgam pamięcią wstecz, telefon służył do grania w snake’a i puszczania sygnałów do dziewczyn – jak cię lubiły to nawet odpuszczały a jak cię bardzo lubiły – to odpuszczanie nie miało końca.

Ostatnio najczęściej słychać jakim to szatańskim wynalazkiem jest facebook. Pozorne relację… pozór kontaktów… samozachwyt… imitacja życia… nadmiar informacji co ktoś zjadł na obiad… Coś o czym pisałem w Krótka bajka o szczęściu… A ponadto ludzie narzekają, że zabiera im mnóstwo czasu. Osobiście myślę, że facebook tak samo jak inne technologie ułatwiające nam życie, jest wspaniałym wynalazkiem – niektórzy po prostu nie umieją z niego korzystać.

 

Wszyscy „teoretycznie” moi znajomi w jednym miejscu, teraz mogę obserwować jak nudne wiodę życie.

Wszyscy chcemy mieć mnóstwo przyjaciół, dążymy do tego, żeby każdy nas lubił, każdy o nas myślał i miał na uwadze. O ile nie jest to możliwe w realnym świecie, o tyle pozornie nadrabiamy w wirtualnym. Mamy 400 znajomych a połowa z nich nawet nie wkleiłaby łańcuszka na swojej tablicy, gdybyśmy umierali. Ci sami znajomi mijając nas często na ulicy wyciągają telefony i udają, że nas nie widzą.

Może warto wyeliminować rzeczy nie wnoszące nic do naszego życia. Zamiast mieć nadzieje, że kiedyś któraś z tych osób może ci pomoże. Jesteśmy jak nasze babcie, które dorastały w komunie i mają zdolność chomikowania wszystkich jednorazowych opakować, tyle, że my chomikujemy znajomych.

 

Jak cichutki zboczeniec onanizujący się za kotarką

Są osoby które obserwują czyjąś pracę, ale nigdy nie dają laika, udostępnienia czy feedbacku z obawy przed swoimi „znajomymi” i tym co sobie o nich pomyślą. Sęk w tym, że podziwiając czyjąś pracę i nie dając artyście feedbacku zachowujesz się jak cichutki zboczeniec onanizujący się głęboko schowany w krzakach. Ten feedback uzmysławia tym ludziom, że to co robią jest tego warte. Inaczej po co miałbyś się na to gapić.

Jeżeli masz w znajomych ludzi, przed którymi czujesz potrzebę zachowywania się zachowawczo to może warto nie mieć ich w znajomych? A jeżeli koniecznie chcesz mieć dużo kontaktów, plany B w razie jak nam w obecnym związku nie wyjdzie, ludzi którym mamy niewyjaśnioną chęć imponowania, coś udowadniania i tym podobne to może lepiej założyć swój fanpage. Bo znajomym można być zawsze, ale nie jest konieczne, żeby śledzić każdego życie, albo robić konfesjonał ze swojego.

Arystoteles nie miał jeszcze facebooka a wiedział, że ten człowiek jest wolny, który żyje dla siebie nie dla innych. Inspiruj się, obserwuj i podążaj, a przede wszystkim wspieraj ludzi, którzy wspierają ciebie w tym, kim chcesz być albo już się stajesz.

 

Dieta informacyjna

54fde381852fa48ceab18618564589c3

To co oddala nas dziś od szczęścia to natłok informacji oraz marnowanie czasu na wczytywanie się w brednie innych ludzi. Może warto zapytać siebie czy takie trzymanie ręki na pulsie jest nam potrzebne i wnosi coś dobrego do naszego życia. Nasza głowa przyjmie wszystko. Jak dla mnie powiedzenie jesteś sumą swoich najbliższych 5 przyjaciół można dziś spokojnie zamienić na – jesteś sumą swojego walla na facebooku. Zmieniając swojego walla i uszczuplając go ze zbędnych informacji oraz ludzi, przed którymi działasz zachowawczo może się okazać, że zaczniesz zmieniać swój światopogląd.

 

Festiwal automatycznych życzeń

Czy rzeczywiście potrzebujesz tego sztucznego „100!” od ledwo ci znanej osoby? Czy może lepiej skupić się na najważniejszych osobach w naszym życiu. Prawda jest taka, że o ile nie jesteś gwiazda rocka, dobrym sportowcem czy dłużnikiem urzędu skarbowego to nikogo z tych dalszych znajomych nie interesujesz i bardzo prawdopodobne, że nikt z nich o tobie nie myśli tak jak ty myślisz, że myśli, bo z reguły każdy jest zajęty myśleniem o sobie co ktoś o nim pomyśli.

Może lepiej się skupić na tych 10 najważniejszych procentach i cieszyć z 20 szczerych życzeń niż ze 100 „odhaczonych”.

 

Poczucie, że ciągle coś cię omija

W słowniku giełdowym jest takie pojęcie jak Fear Of Missing Out. FOMO jest to zguba młodych i niedoświadczonych inwestorów, moja osobiście też często, ale tych pierwszych bardziej. W skrócie, kiedy słupki idą radykalnie w górę – wtedy, jeżeli nie kupiliśmy danej pozycji ogrania nas FOMO, ulegając kupujemy coś po zawyżonej cenie bojąc się, że przegapiamy spektakularny wzrost, który czasem ma miejsce. Wtedy słupki spadają a my tkwimy z naszym zakupem i czasem możemy tak tkwić nawet rok zanim sprzedamy go z zyskiem lub przyjemniej wyjdziemy na zero.

Syndrom ten przeniósł się do mediów społecznościowych i tak samo jak na giełdach zatruwają inwestorom życie, tak nam zatruwa związki i bezwzględnie obdziera nas ze spokoju ducha.

Bardzo możliwe, że jak nie zobaczysz zdjęcia Halinki pozującej ze swoją kolekcją żółwi morskich to nic się nie stanie. Świat może na ciebie poczekać, w końcu to my mamy telefon z dostępem do całego świata a nie on nas.

 

Boimy się angażować, bo wiemy, że czeka na nas całe mnóstwo innych opcji. A nie chcemy wybrać źle.

Facebook (to jest pewna informacja) wywołał więcej kłótni niż lodów zrobiła Algida, w najgorszych przypadkach nawet rozstań. Zazdrość jest słodka – na szczęście nie ma nić wspólnego z miłością. Bo jak pisał kiedyś Volant świadczy o:

  1. Kompleksach
  2. O niezrozumieniu, że zazdrość nic nie buduje
  3. O nieumiejętności okazywania miłości w dojrzalszy sposób
  4. O żalu z powodu straconej zabawki

Nie jesteśmy świerkami rosnącymi w lesie. Lubimy piękno, lubimy podziwiać ludzi atrakcyjnych czy fajnie ubranych, ale to nie znaczy, że od razu chcemy się z nimi bzykać, mieć związki lub bóg wie co jeszcze. To, że mamy potrzebę pogadać z inną osobą tej samej płci co nasz partner to nie dlatego, że chcemy go zdradzić albo go zostawić, ale dlatego, że mamy ochotę pogadać z inną osobą tej samej płci co nasz partner.

Ostatnio gadałem z przyjaciółką, która usunęła facebooka i instagrama bo jej facet robi jej od miesięcy chore (dosłownie) jazdy. Dziewczyna jest roztrzęsiona, bo zleży jej na nim. Staje na głowie, żeby udowodnić mu, że jest z nim szczera (i ja to akurat wiem, że jest) – jak można robić coś takiego niby kochanej przez siebie osobie? Do takiego stanu doprowadzają te 4 punkty – nie miłość. Facebook raczej nie jest tu czarnym charakterem a my sami. Jeżeli ktoś chce zdradzić, zrobi to, a facebook tylko mu to ułatwi. Ale nie sztuką jest być wiernym nie mając okazji do zdrady. Sztuką jest mieć te okazje i mimo wszystko być wiernym.

 

Moda na slow-life, później farm-life aż w końcu cave-life i koło zatoczy swój krąg. Może z tej całej technologii warto wybrać tylko to, co tobie służy a nie cofać się pokolenie w wstecz. Facebook może być doskonałym kanałem informacyjnym, o ile nie masz w nim 500 polajkowanych stron. Może zbliżyć cię jeszcze bardziej z rodziną i bliskimi, o ile nie będziesz przejmował się, że ktoś cię tam ocenia, gdy wrzucasz zdjęcia, komentujesz coś głupiego albo lajkujesz posta na przykład takiego jak ten.

Jest takie staropolskie powiedzenie które pasuje do wszystkich posiadaczy 300 znajomych narzekających na facebooka – nie ilość a jakość. Wiem, że ciężko jest usunąć kogoś za kim stało się w kolejce w kauflandzie, wymieniliście parę zadań i jest sentyment. To, że ten ktoś lajkuje twoje zdjęcia nie zawsze musi oznaczać, że jesteś tak zajebista lub zajebisty a często wiąże się z oczekiwaniami wzajemności. Więc jeszcze raz napisze, znajomym można być zawsze, ale nie jest konieczne do tego, śledzenie jego życia, lub robienie konfesjonał ze swojego. 

Ps. Kiedyś oglądałem south park o facebooku, jak ktoś znajdzie to polecam – idealnie imituje życie.

 

PodpisSF